Jak się zaczęło
Barcelona, czyli przypadek który zmienił wszystko
Poznaliśmy się przez przypadek — i do dziś dziękujemy temu jednemu wolnemu miejscu na Erasmusie w Barcelonie. Zofia miała jechać do Lizbony, Marek siedział w akademiku i jadł tortillę prosto z patelni. Zaproponował jej kawałek. Ona odmówiła — bo nie jadła jajek.
On powiedział, że to największy błąd jej życia. Ona się roześmiała. I tak się zaczęło.
Chodziliśmy razem na Barcelonetę o świcie, gubiliśmy się na Les Rambles i kłóciliśmy o to, kto lepiej zna hiszpański. Oboje wiedzieliśmy, że to co się między nami wydarzyło, nie skończy się na Katalonii.
Kraków, pierwsze „nasze"
Po dwóch latach dojazdów — Zofia z Wrocławia, Marek z Warszawy — w końcu podjęliśmy decyzję: Kraków, bo jest w połowie drogi i dlatego że oboje go pokochaliśmy podczas jednego marcowego weekendu na Kazimierzu.
Pierwsze wspólne mieszkanie przy ulicy Dietla pachniało farbą i starym drewnem. Podczas lockdownu gotowaliśmy razem obiady, odkrywając że Marek nie umie kroić cebuli bez łez, a Zofia ma niesamowity talent do przypalania ryżu — i zrozumieliśmy, że chcemy tak zwyczajnie, codziennie, przez długi czas.
Japonia, czyli podróż która nas ukształtowała
Zawsze mówiliśmy, że Japonia to nasze marzenie. W maju 2023 wsiedliśmy w samolot z plecakami i bez szczegółowego planu. Przez trzy tygodnie chodziliśmy między świątyniami w Kioto, jedliśmy ramen o północy w Osace, zgubiliśmy się w tokijskim metrze i znaleźliśmy najpiękniejszy zachód słońca przy górze Fuji. Marek kupił tam mały dzwonek wietrzny, który do dziś wisi przy oknie w naszym salonie. To właśnie tam zobaczyliśmy siebie nawzajem inaczej — w spokoju, w zachwycie nad małymi rzeczami, w cierpliwości.
Śnieżka, 1603 m n.p.m.
Myślałam, że idziemy na zwykłą majówkową wycieczkę w Karkonosze. Na szczycie Śnieżki wiał wiatr, było zimno i narzekałam że nie wzięłam cieplejszej kurtki. Marek ukląkł przy metalowej barierce i powiedział tylko: „Chcę z tobą marznoć na wszystkich szczytach świata." Powiedziałam tak. A potem powiedziałam żeby wstał, bo zaraz wstanie mi serce.